Strony

5 sie 2015

Kwitnący krzew tamaryszku - Wanda Majer-Pietraszak

 


Tytuł: Kwitnący krzew tamaryszku
Autor: Wanda Majer-Pietraszak
Wydawnictwo: Muza
Gatunek: obyczajowa
Liczba stron: 560
Premiera: 22.04.2015 r.
7+/10





Wanda Majer-Pietrzak jest autorką słuchowisk radiowych. Napisała również dwa scenariusze muzyczne, kilka tomików wierszy, opowiadań i powieść „Czy pani jest żoną tego aktora?”. Jest również aktorką. Mieszka z mężem pod Warszawą.

Przyjaźń to piękne zjawisko. Każdy chce mieć kogoś po swojej stronie, kto zawsze pomoże, doradzi, wesprze, ale również postawi do pionu i podniesie głos kiedy potrzeba. Bohaterki „Kwitnącego krzewu tamaryszku” znają te uczucie. Znają się praktycznie od zawsze i choć życie każdej z nich potoczyło się inaczej, w każdej sytuacji mogą na siebie liczyć. Barbara - niegdyś uzależniona od alkoholu pielęgniarka środowiskowa, Iwona – roztrzepana aktorka, Jasia – pani architekt, która na stałe przeniosła się do Szwecji i Marysia – niespełniona malarka. To właśnie ich losy opisuje Wanda Majer-Pietraszak.

Autorka przenosi nas do malowniczej miejscowości, gdzie życie toczy się leniwie i powoli. Z każdej strony powieści bije ciepło. Mamy okazję poznać różnych bohaterów, z których każdy toczy jakąś wewnętrzna bitwę. Jest Łucja samotnie wychowująca wnuczę, włóczykij Roman, Jabłonowscy noszący piętno nieumyślnego spowodowania śmierci dziecka, biznesmen z Nowego Jorku – Michał i wielu innych. Wokół roztaczają się przepiękne widoki. Jak to w życiu różnie bywa tak i w powieści znalazło się miejsce na lepsze i gorsze chwile. Czytając książkę przypomniał mi się dom dziadków, za czasów mojego dzieciństwa. Był to dom w którym drzwi zawsze były otwarte, kuchnia pachniała świeżym chlebem, a wokół biegało pełno zwierząt.

Przyznam się, że ciężko mi się było rozstać z powieścią. Za każdym razem, gdy po nią sięgałam przenosiłam się na moment do uroczej Garbatki i żyłam losami bohaterów. Gdy ją zamknęłam na nowo powracałam do szarej rzeczywistości uświadamiając sobie, że za dwa przystanki muszę wysiadać do pracy. Mimo swoich przeszło pięciuset stron książkę czyta się szybko, za sprawą tego, że niezwykle wciąga. Styl i budowa zdań nie pozostawiają zastrzeżeń. Urocza okładka, która przedstawia (jak można się domyśleć) Marysię i Fredzia na tle krzewu tamaryszku zachęca do rozpoczęcia przygód z czwórką jakże zupełnie różnych od siebie kobiet.

Jeśli miałabym się do czegoś doczepić, to byłby to niewątpliwie romans Myszki z Michałem. Poznali się na cmentarzu, a minutę później trafiła ich strzała amora. Mężczyzna zaczyna planować wspólne życie, wyznaje swoje uczucie i czeka na to, aż kobieta rzuci wszystko, padnie w jego ramiona i wyjedzie z nim za granicę. Wątek ten według mnie jest niezwykle naciągany. W tak krótkim czasie nie można mówić o miłości, może to być co najwyżej zauroczenie. Ponadto nikt nie wyznaje swych uczuć do kogoś, znając go kilka minut. Gdybym to ja usłyszała takie deklaracje prawdopodobnie uciekłabym jak najdalej. Nie jestem również pewna jaką rolę pełni Jasia – jedna z przyjaciółek. W całej książce jest o niej tylko kilka fragmentów. Przez cały okres trwania fabuły jest za granicą i praktycznie nie wnosi niczego.

Mimo tego jedynego mankamentu książkę z gatunku obyczajowej polecam głównie kobietom. Jest to słodko gorzka historia o ludziach takich jak ja, Wy i inni. Powieść czasem śmieszy, czasem wzrusza, ale przede wszystkim przedstawia samo życie.

Wyzwania czytelnicze:
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (łącznie 133 cm i 2 mm na 161cm)
Polacy nie gęsi


Za książkę serdecznie dziękuję Business & Culture

http://businessandculture.pl/



20 komentarzy:

  1. Mnie się ta książka okropnie dłużyła i momentami strasznie nudziła. Jakoś nie mogłam się wgryźć w tą historię. Ogólnie nie wypada źle, ale czegoś w niej zabrakło.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam w dalszych planach czytelniczych ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem już po lekturze. Moje myśli na temat tej książki się na razie klarują.

    OdpowiedzUsuń
  4. Chyba warto po tą książkę sięgnąç i poznaç nowy gatunek :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Kolejna książko o której nic wcześniej nie słyszałam, ale fabuła wydaje się być interesująca :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Książkę czytałam i chociaż ogólnie mi się podobała, to jednak obyło się bez większych zachwytów.

    OdpowiedzUsuń
  7. Trochę ten naciągany romans mnie zniechęca, zastanowią się jednak nad tą książką..

    OdpowiedzUsuń
  8. chyba bym nie mogła przez nią przejść... obyczajówki ciężko trawię:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Rozbawiło mnie to poznanie na cmentarzu... super miejsce na miłość ;D

    OdpowiedzUsuń
  10. Książka mnie zainteresowała. Mam nadzieję, że mnie wciągnie tak samo, jak Ciebie :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ostatnio mam ochotę na takie lekkie lektury :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Czasem się zastanawiam, dlaczego nie trawię powieści obyczajowej, przecież to chwila odprężenia, ale ważne, że pomimo mankamentu Ci się podobała :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ciekawe może by nam przypadła do gustu.
    Na cmentarzu można znaleźć miłość? chyba częściej musimy się tamtędy przechadzać haha xD

    OdpowiedzUsuń
  14. Co jak co, ale lubię takie lekkie niewiele wnoszące powiastki o życiu pełnego ciepła i spokoju :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Muszę się zastanowić, bo lubię od czasu do czasu sięgną po obyczajówki, ale na razie sobie daruję, może kiedyś ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Kiedy ja w końcu znajdę trochę czasu na czytanie? Może wreszcie zimowe wieczory przyniosą taki czas?

    OdpowiedzUsuń
  17. Mam na półeczce, będę czytać :))

    OdpowiedzUsuń
  18. Bardzo lubię literaturę obyczajową, dlatego "Kwitnący krzew tamaryszku" wydaje mi się książką wartą uwagi. Co prawda to poznanie się bohaterów na cmentarzu i zakochanie od pierwszego wejrzenia wydaje się nieco naciągane, ale i taka przewidywalność jest w końcu elementem obyczajówek. Mnie osobiście nie przeszkadza:-)

    OdpowiedzUsuń