Strony

22 cze 2016

Ratunku! Wychodzę za mąż! ...a tak naprawdę na razie obalam parę mitów ;)

Dziś przychodzę do Was z odmienną tematyką od tej, którą możecie znaleźć u mnie na co dzień. Za miesiąc z hakiem wychodzę za mąż. Owszem stresuje się, ale wydaje mi się, że każdy na swój sposób stresuje się stojąc w obliczu tego wydarzenia, nawet jeśli się tego wypiera. O ile mogę coś doradzić, to szczególnie chcę Wam przekazać byście nie przejmowali się ludźmi. Jest to Wasz dzień i nikt nie powinien się wtrącać do tego czy będziecie mieli orkiestrę czy DJ, okrągłe stoły czy podłużne, wesele z dziećmi czy bez. To Wy ustalacie „reguły”. Początkowo przejmowałam się każdą krytyką, każdym kręceniem nosa, wszelkim marudzeniem, do czasu aż szala się przegięła i zaczęłam na wszystko machać ręką. Nie da się Wszystkim dogodzić. Przechodząc do głównego wątku chcę obalić parę mitów.








Miesiąc z literką „r”. – nie wierzę w przesądy. W moim miesiącu nie znajdzie się owa literka. Kiedyś pewna osoba powiedziała mi: „zobacz, wzięłam ślub w październiku i jak się skończyło moje małżeństwo? Rozwodem od pijaka i łajdaka”. Miesiąc nie wyznacza reguł, także nie bójcie się brać ślubu w styczniu, lutym, kwietniu, maju, lipcu i listopadzie. 




Ślub w parafii Panny Młodej – coraz częściej odstępuje się od tej „zasady”. Ja osobiście nie biorę ślubu ani w mojej parafii, ani w parafii przyszłego męża, ani nawet w parafii, do której należy moje obecne mieszkanie. Wybraliśmy uroczy kościółek, z miłym, a przede wszystkim normalnym księdzem, który nie będzie mi „politykował” na kazaniu i marudził z powodu wspólnego mieszkania przed ślubem. Mieliśmy z tego tytułu więcej roboty, gdyż potrzebowaliśmy pozwolenia i błogosławieństwa od proboszcza z mojej, albo mojego narzeczonego parafii, a jeden z tych księży robił nam problemy, ale w końcu się udało.

Błogosławieństwo w domu rodzinnym Panny Młodej - I tu znów postępuję niezgodnie ze schematem, gdyż nie odbędzie się ono tam, gdzie odbyć się powinno. Tak naprawdę istotne jest dla mnie samo błogosławieństwo, a nie jego miejsce. Równie dobrze może się ono odbyć w kościele, na dworze, w hotelu lub gdzie tylko sobie zapragniecie, o ile w ogóle tego chcecie, bo nie jest to warunek konieczny.

Podziękowanie rodzicom – nie musi być (o zgrozo!)  kręceniem się w kółko i przytulaniem w rytm „Cudownych rodziców mam”, ba nie musi się wcale odbywać jeśli nie chcecie tego robić lub możecie to zrobić na przykład przed weselem. Jest milion pomysłów na to jak powiedzieć rodzicom „dziękuję”. My mamy już swój pomysł, aczkolwiek nie chcę go zdradzać przed ślubem :) Powiem jedynie, że na pewno nie zainwestowaliśmy w żadne tandetne figurki i dyplomy.

Biały
– biała suknia, białe buty, jasne dodatki, frencz na paznokciach… Nie! Obecnie możecie założyć czerwone buty, pomalować usta na czerwono i zrobić sobie czerwone pazury. Coraz częściej widuję kolorowe dodatki w garderobie Panny Młodej. Sama chętnie wybrałabym inny kolor butów, jednak z racji tego, że mam nietypową wąską stopę nie wybrzydzałam i brałam to, co było na mnie dobre.



Wesele z dziećmi czy bez – w moim przypadku był to temat niezwykle wkurzający. Zaprosiliśmy sto osiemdziesiąt osób, a i tak nie mogliśmy zaprosić wszystkich. Gdybyśmy zaprosili też dzieci wyszłoby nam ze sto osób więcej – nie mogliśmy zrobić tego, nawet nie ze względu na koszty, a na miejsce. Nie wszyscy to jednak rozumieją, miałam przypadki gdzie zarzucono mi, że mam coś przeciwko dzieciom lub że jestem taka i siaka (wygadywane oczywiście za plecami), bo kazałam przyjść bez dziecka. Oczywiście nie jest to prawdą, wystarczyło odpowiedzieć mi gdy pytałam, zamiast wymyślać bzdury. Na naszym weselu będzie sześcioro dzieci i nie widzę nic złego w tym, że ktoś powiedział mi, że nie ma gdzie zostawić dziecka – ok., jeśli nie masz gdzie zostawić, a masz ochotę być na moim ślubie – zabierz je ze sobą. Na zwrot „dziecko na kolanko” mam wręcz uczulenie. Każdy myśli tylko o swoich pociechach, a co gdy ktoś ma piątkę dzieci? Ma pięć kolanek? Na szczęście większość osób zrozumiała o co chodzi, a nawet się ucieszyła, że będzie mogła odpocząć. Wiadomo, że dzieciaczka trzeba mieć ciągle na oku, szybko robi się też on zmęczony.

Świadkowie powinni jechać samochodem razem z Państwem Młodym
– niekoniecznie. U nas świadkowie będą jechali za nami. Mamy wynajętego kierowcę, poza tym w samochodzie będzie więcej miejsca na moją obszerną suknię. Nie będą się oni musieli również martwić z kim zabiorą się ich „połówki”.

Rozmieszczenie przy stole – „a na co wam te winietki, niech każdy siada jak chce”. Nie! Nigdy nie podobało mi się, gdy ludzie zamiast witać Młodą Parę rzucali się na stoły, byleby tylko zająć sobie jak najlepsze miejsca, w czego efekcie trzeba ich i tak prosić o przesuniecie, bo zostają pojedyncze wolne krzesła i rodzina nie ma jak usiąść. Będziemy starali się rozsadzić ludzi jak najlepiej, a po jakimś czasie i tak dosiądą się do kogo będą chcieli.









Nie powinno się przymierzać obrączek przed ślubem
– i znów to napiszę: nie jestem przesądna. U jubilera wręcz kazali nam je przymierzać, bo latem palce są bardziej spuchnięte niż w okresie, w którym je kupowaliśmy. Póki jeszcze jest czas można je zwęzić lub poszerzyć. Zresztą już przy odbiorze obrączek powiedziano nam byśmy sprawdzili czy wszystko gra.

Jaka pogoda w dniu ślubu, takie całe życie
– znam pary, które brały ślub w niezwykłą ulewę i wichurę, a nie mają złego życia, a znam takie, którym słońce w dniu ślubu nie pomogło. Raczej nie chciałabym by padało z uwagi na makijaż, fryzurę i suknię oraz na to, że przyjemniej jest wyjść z sali, gdy świeci słońce. Mój narzeczony zna natomiast powiedzenie” deszcz w dniu ślubu – panna młoda nie lubi zwierząt” – to już dla mnie kompletna głupota. Z drugiej strony niektórzy wierzą, że deszcz wróży szczęście.




Tak na dobrą sprawę to nie można mieć nic różowego, nie można szyć rozdartych ubrań, róże w bukiecie powinny nie mieć kolców, Panna Młoda nie może oglądać się w lustrze, do ślubu nie powinna wieźć kobieta, welon powinna zakładać Młodej panna, nie powinno się samemu podnosić obrączek jeśli upadną, pierwszą osobą która złoży życzenia powinien być mężczyzna – wiele, wiele innych pierdów ;)

To chyba tyle, co do obalania przeze mnie mitów i tradycji. W następnym poście napiszę Wam może sympatyczne zwyczaje na Pomorzu i nie tylko :)

24 komentarze:

  1. Ja też nie wierzę w te wszystkie przesądy związane z literką "r" czy inne. Znam parę (a nawet jest to moja rodzina), która brała ślub w lutym i to już spory czas temu i nadal są razem. A co do podziękowań rodzicom to mam wrażenie, że to oklepane "Cudownych rodziców mam" jest traktowane jak tradycja :/ Jak byłam w tamtym roku u znajomych na weselu to podeszli do tego kreatywnie i nakręcili filmik dla rodziców, który był tak genialny, że nie tylko pojawiał się uśmiech, ale i wzruszenie ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Znam te wszystkie mity, przerabiałam to w tamtym roku :) Przed Tobą cudowny i gorączkowy okres, trzymam kciuki aby wszystko się udało :)

    OdpowiedzUsuń
  3. ja akurat chciałam wyjść za mąż w miesiącu z literką "r":)
    oboje z narzeczonym jesteśmy z tej samej parafii, więc "siłą' bierzemy ślub w naszym Kościele:) podziękowania dla rodziców odkładamy na po weselu. ja dopiero będę jeździć z zaproszeniami, ale po rodzinie już się rozeszło, że nie zapraszamy dzieci i niektórzy już zgrzytają zębami:/

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeśli ludzie się kochają, szanują i są sobie wierni, żadne przesądy nie staną im na drodze. Pozdrawiam i zycze szczęścia!

    OdpowiedzUsuń
  5. Wiele innych pierdow - dokładnie!;)
    Ile tych udziwnień, chyba tylko dla urozmaicenia życia i żeby nie było za łatwo przy tych ślubnych przygotowaniach ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mitów i przesądów jest tak wiele, że głowa boli ;) O większość w przyszłości nie będę się musiała martwić, bo kościelnego na pewno nie biorę, a co do reszty się zgadzam, ma być tak jak wy sobie tego życzycie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. A ja Ci powiem, że w ogóle się nie stresowałam, bo wiedziałam, że ślub wyjdzie pięknie, a wesele mnie nie interesowało. Naprawdę zero stresu. To nie jest tak, że wszyscy się stresują. Ja tam miałam gdzieś co kto o mnie powie. :) Wyboru dokonałam dobrego więc po co nerwy? :) Rownież miałam kolorowe dodatki: kolczyki, paznokcie i kwiaty miałam z niebieskie. Świadkowie jechali osobno. Wesele tylko z najbliższymi (było kilkoro maluchów - dzieci naszych braci) i bez podziękowania dla rodziców. A winietki to genialny wynalazek. Na jednym weselu bez winietek nie rzucając sie na stoły tylko kulturalnie czekając na parę młodą wyszło tak, że miałam siedzieć obok obcych starszych ludzi zamiast obok męża i brata. Nie miałam nic przeciwko tym ludziom, ale jednak zawsze siada sie koło swoich, bo zabawa jest wtedy lepsza. No to zorganizowałam grzeczne roszady, ale co się naprosić musiałam żeby się ludzie o jedno miejsce przesiedli, to moje. XD

    OdpowiedzUsuń
  8. mi się marzy ślub w sierpniu tak jak moi rodzice mieli :) co do innych przesądów kurcze to nie one decydują o dobrym życiu tylko my sami jak sobie ułożymy to małżeństwo:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moi rodzice mieli ślub 9 sierpnia, brat też, a ja w lipcu będę. Właściwie to namówił mnie do tej zmiany tato, mówiąc że w lipcu jest więcej wolnego czasu i cieplej.

      Usuń
  9. Post ten przeczytałam z przyjemnością gdyż kiedyś pisałam u siebie na blogu jak sama powaliłam dosłownie moją rodzinę i męża naszym sposobem na ślub :) w skrócie: braliśmy ślub 1 września i nie ze względu na literę "r"ale ,że lokal o który nam chodziło był wtedy wolny :):) a planowaliśmy ślub trzy miesiące przed nim...dodatki miałam...niebieskie, i mój mąż musiał przezyć,że i on miał dodatki niebiesko-kremowe. Butów też nie miałam białych. Nie zależało nam na całej otoczce więc osób w kościele było ok. 100 a na przyjęciu z obiadem tylko ok. 40 bez dzieci ale to oni sami wybrali czy chcą czy nie z dziecmi.W sumie w naszych rodzinach jest deficyt dzieci małych więc zapraszaliśmy z dziećmi a i tak wszyscy przyszli bez bo stwierdzili, że nic nie użyją z dziećmi. Muzyka...fortepian, klasyczna i nic z badziewnych tylko piękna nastrojowa. Moja rodzina nie mogła tego wytrzymać psychicznie ale my i nasze grono znajomych było zachwycone. Przyjęcie w eleganckim hotelu i w klasycznym stylu. Wbrew temu jak nas oceniano przed po sprawie wszyscy do tej pory wspominają ten ślub jako pierwszy "wyłamujący się" z tradycyjnych. Śpiewy w kościele po...łacinie. Większośc z nas je znała i organistka. Ksiądz i goście dziękowali nam za takie przezycie bo dawno nie byli na mszy św. ze śpiewami łacińskimi. Ale otrzymać na nie zgodę było cięzko ale się uparliśmy. Podziękowanie rodzicom było skromne i fajnie wyszło, nie karmiliśmy się tortem czego wszyscy od nas oczekiwali. Za to pokroiliśmy cały tort(ja kroiłam, mąz roznosił) i poczestowaliśmy wszystkich gości. Byli mile zaskoczeni,że Państwo młodzi "obsługują ich osobiści". Z tych powyższych obaliłam prawie wszystkie :):) jedną rzecz ,która była dla mnie ważna...dekoracje sali, kościoła i samochodu(tego ostatniego mniej) ze znajomą florystką wymyśliłyśmy dekoracje i więcej za nie zapłaciłam niż za suknie ślubną a hortensje sprowadzano specjalnie na mój ślub z Holandii ale...dekoracje bajeczne...i to było to na czym mi zalezało..klimat i mój własny styl czyli artystyczny...nie było kwiatów białych tylko kolorowe z przewagą niebieskiego i żółtego, dodatki typowo artystyczne od muszli, pereł począwszy na świeczkach decupage skończywszy. Dlatego zawsze każdemu mówię...planujcie ślub tak jak chcecie nie patrząc na to jak ktoś inny uważa, bo to ważne wydarzenie w życiu i przynajmniej z założenia jedyne na całe życie. ps. zaproszenia miała złoto-czarne czym zaskoczyłam wszystkich...i już po nich goście wiedzieli, ze ten ślub będzie innym od tych tradycyjnych. Nie zrobiłam tego dla przekory,aby im przekreslić tradycyjny styl, bo go szanuję ale zrobiliśmy taki ślub i przyjęcie jakie sami chcieliśmy pokazując nasz styl i w tym czym czujemy się dobrze. Trzymam kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Sporo tego! Trzeba mieć do tego dystans i nie dać się zwariować :)
    POWODZENIA bo miesiąc zleci jak szalony :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja się również nie przejmowałam jakimiś przesądami. Tak jak piszesz u jubilera obrączki przymierzaliśmy, mało tego w domu trenowaliśmy jak sobie je nawzajem założyć, bo okazuje się że nie jest to takie proste jak się wydaje ;) ogółem wszystko było po naszemu, a że okazało się inaczej niż zazwyczaj to gościom się dzięki temu jeszcze bardziej podobało :) a najważniejsze żeby podobało się Wam i żebyście do końca życia mogli z radością wspominać ten piękny dzień i tego też Wam życzę!
    Pozdrawiam serdecznie!
    P.S. Nie wiem czy Ci już pisałam, ale najwyżej się powtórzę ;) mój blog zmienił adres od teraz zapraszam na www.namalowane.pl/blog

    OdpowiedzUsuń
  12. Temat zapraszanie lub nie dzieci na wesele jest mega delikatny :) A w przesądy nie wierzę, za stara na to jestem ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. To na pewno będzie piękny dzień - nie ważne przesądy ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Mój ślub już za tydzień. Bez 'r' w nazwie, ale w święto maryjne. Białych butów nie będę mieć, bo kupno białych szpilek graniczy z cudem. Wybrałam kość słoniową. Ale teraz żałuję, że nie srebrne, choć kierowałam się względami praktycznymi.
    Z tymi obrączkami to jakiś absurd. JAk można nie mierzyć obrączek????? Na oko?
    A widziałaś ten najnowszy trend, polegający na tym, ze Panna Młoda nie ma welonu albo zakłada wianek. Wygląda to śmiesznie i mało elegancko. Ja welon mam, a nawet dwa.
    Życzę Ci powodzenia i pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mi się wianki we włosach właśnie bardzo podobają :) niektórym welon po prostu nie pasuje :)

      Usuń
    2. Z ozdób na włosy nietypowych zamiast welonu podobają mi się toczki, takie z kwiatem i lekką woalką.

      Usuń
    3. Mi też się wianki podobają :0 Jak znajdę fajny, to będę miała na poprawinach :)

      Usuń
  15. Też nie będziemy mieli R, podziękowań nie będzie, błogosławieństwo dzień wcześniej bo mój luby chce mnie zobaczyć dopiero przed ołtarzem ;) dzieci u nas będą, ale dlatego że ich ogólnie zbyt dużo w naszych rodzinach nie ma :) a znajomych zapraszamy bez dzieci :)

    OdpowiedzUsuń
  16. podoba mi się odchodzenie od tradycji, zwłaszcza, jeśli chodzi o kreację - kolorowe dodatki, niekoniecznie białe suknie... czekam, aż Ciebie zobaczę ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Mity te również znam i myślę, że nie ma co w nie wierzyć. Ciekawa jestem jakie zwyczaje są na Pomorzu, więc czekam już na kolejny post :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Ale te niektóre przesądy są głupie! :D Większość ślubnych zasad faktycznie nadal się praktykuje, ale nie znaczy to, że każda para MUSI w ten sposób postępować :) Bardzo dobrze, że wychodzicie poza ramy i trochę urozmaicacie swój ślub :) W końcu to Wasze wesele i Wy tu dyktujecie warunki! Na bank komuś się to nie spodoba, ale jeszcze się taki nie urodził, co by każdemu dogodził :D Więc róbcie swoje i nie przejmujcie się krytyką :) To ma być Wasz dzień :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja co prawda nie zamierzam brać kościelnego ślubu, ale gdybym jednak to robiła, na pewno nie trzymałabym się zasady numer dwa. Bardzo dobrze wybraliście, super, że udało się załatwić wszystkie formalności w tej kwestii. Ech, zawsze znajdzie się ksiądz robiący pod górkę! Tak ważne dla nich jest życie w małżeństwie, ale jak już człowiek chce coś załatwić w tej kwestii, to nagle pojawia się wiele "przeciw"...
    O przymierzaniu obrączek przed ślubem, tzn. o tym przesądzie nei słyszałam, ale nie wyobrażam sobie ich nie przymierzyć!
    Życzę Wam wszystkiego dobrego, niech TEN dzień będzie jednym z najpiekniejszych w Waszym życiu :).

    OdpowiedzUsuń
  20. Chętnie poznam zwyczaje z drugiego końca Polski.

    Co do przesądów to też w nie nie wierzę ;)

    OdpowiedzUsuń