Tytuł: Dobrze wychowani. Jak wytresować milenialsów
Autor: Ewa Koza
Wydawnictwo: Mando
Gatunek: reportaż
Liczba stron: 240
Premiera: 29.04.2026 r.
Po przeczytaniu książki „Dobrze wychowani. Jak wytresować milenialsów” utwierdzam się w przekonaniu, że cieszę się, że moja córka wychowuje się w dzisiejszych czasach, a nie tych kilkadziesiąt lat temu. Jestem nieco młodsza od osób, które udzieliły wywiadów. Nigdy nie byłam molestowana, ani bita przez nauczycieli, ale moi rodzice pamiętają bicie linijką. Dzisiaj za takie coś, groziłyby poważne konsekwencje. Najbardziej irytujące jest pogardliwe używanie zwłaszcza przez starszych ludzi zwrotu „bezstresowego wychowania” w kontekście nieposłusznych dzieci, które według nich gdyby zaznały pasa, to wyrosłyby na ludzi. W tej książce mamy właśnie przykłady takich ludzi.
Jak można rzucać w dzieci ciężkimi kluczami, walić ich głowami o framugi, kazać przed kolegami rozbierać się do bielizny w zimnej klasie, by sprawdzić czystość majtek? A no kiedyś można było takie rzeczy robić bezkarnie. Wytłumaczcie mi, jak takie coś miało wychowywać młodych ludzi i rzekomo im wyjść na dobre?
Kiedyś ludzie uczeni byli szacunku do starszych, ale jak on wyglądał? Dzieci były przepełnione strachem, nie miały prawa głosu, były uległe, ciche, pokorne, nie mówiły o swoich problemach. Czy dziś ktoś chciałby, żeby tak wyglądała jego relacja ze swoimi pociechami? Ja chcę, by moja córka wiedziała, że bez względu na wszystko może do mnie przyjść porozmawiać, a każdy kłopot postaramy się rozwiązać.
Często to, co przeżywamy w dzieciństwie, przekłada się na całe dorosłe życie. Kiedy w pierwszych latach życie kieruje kimś głównie strach lub doświadczył traumatycznych zdarzeń, bardzo prawdopodobne jest to, że nieprzepracowany problem będzie rzutował na jego dalszą egzystencję. Mnie spotkała nieco inna sytuacja, niż te opisywane w tej pozycji. Byłam ofiarą przemocy ze strony rówieśników, a polonistka w szkole średniej znęcała się nade mną psychicznie i tak, miało to ogromny wpływ na mnie, o czym dowiedziałam się, dopiero gdy trafiłam na terapię.
Nie mam za złe rodzicom klapsów, które niegdyś od nich dostałam, choć bardziej od bólu, trudne było dla mnie upokorzenie, ale to były głupie czasy. Wszyscy myśleli, że tak trzeba i że robią dobrze. Każdy z nas czasem traci cierpliwość, ale przemoc to nie jest rozwiązanie. Dziecko nie wyniesie z tego lekcji, zapamięta jedynie tyle, że osoba, której ufa najbardziej na świecie, celowo sprawia jej ból.
Dobrze wychowani. Jak wytresować milenialsów to lektura niewygodna, momentami wręcz bolesna, ale bardzo potrzebna. Skłania do refleksji nad tym, jak wiele zmieniło się w podejściu do dzieci i wychowania oraz jak wiele jeszcze mamy do przepracowania jako społeczeństwo. To książka, która budzi emocje, zmusza do zatrzymania się i przypomina, że szacunek, empatia i rozmowa zawsze powinny być ważniejsze niż strach i posłuszeństwo. Warto przeczytać, choć nie jest to łatwa lektura. Jedyny minus jest taki, że to nie jest książka o milenialsach, tylko o osobach wychowanych w latach siedemdziesiątych. Więc tytuł powinien zakończyć się na dwóch pierwszych słowach.
Post powstał przy współpracy z:

To z pewnością bardzo ciekawy reportaż 😊
OdpowiedzUsuńJako millenials muszę koniecznie zajrzeć do tej publikacji.
OdpowiedzUsuńMądrze napisane. To niesamowite, jak wielką drogę przeszliśmy jako społeczeństwo i jak bardzo mylone było pojęcie szacunku ze strachem. Przeraża fakt, na jak wielką skalę przemoc wobec dzieci była kiedyś normą, dlatego dobrze, że głośno sprzeciwiasz się mitowi o zbawiennym wpływie dawnych metod wychowawczych.
OdpowiedzUsuńTwoja córka ma ogromne szczęście, że ma taką mamę, przy której może czuć się bezpiecznie i wie, że zawsze zostanie wysłuchana. Przytulam mocno po tym, co napisałaś o swoich doświadczeniach ze szkoły, to wspaniałe, że potrafiłaś przekuć to w tak mądre podejście do macierzyństwa. Uwaga dotycząca tytułu książki jest bardzo trafna, dziękuję za tę rekomendację.
Każda dekada ma swoje dodatnie i ujemne cechy. Z osobistych obserwacji nie powiedziała bym, że dzieci teraz mają lekko.
OdpowiedzUsuńNie twierdzę, że mają, ale żaden nauczyciel nie ma prawa robić im krzywdy. Dzisiejsi rodzice również nie uważają bicia za wychowawcze. Nie mam na myśli oczywiście patologii.
UsuńTeż myślę, że wychowywanie z 80 lat temu to byłby koszmar.
OdpowiedzUsuńTu akurat teoretycznie mowa była o dzieciach wychowywanych w latach 80 i 90, ale książka tak naprawdę tyczy się lat 70. Nie odniosłam się do wcześniejszych lat, bo nie tego tyczy się książka. Wiem, że ludzie, którzy żyli w okresie wojennym lub powojennym nie mieli łatwo, ale równie dobrze mogę napisać, że 300 lat temu dzieci miały gorzej. Odnoszę się tylko do tego, co jest tematem tej publikacji.
UsuńCiekawy reportaż. Też nie popieram przemocy, ale jak mądrze wychowywać, by dziecko nie wyrosło na zarozumiałego buca, albo roszczeniowego osobnika, to trudna sztuka.
OdpowiedzUsuńChętnie bym przeczytała tą książkę. Moi rodzice mieli szczęście i ich nauczyciele nie stosowali przemocy.
OdpowiedzUsuńMimo że jestem millenialsem to nie doświadczyłam w dzieciństwie takich rzeczy, o których można przeczytać w tej książce. Cieszę się jednak, że nie wychowuje się w dzisiejszych czasach pełnych internetowych prześladowań i hejtu.
OdpowiedzUsuńJa się cieszę, że ludzie odchodzą od stosowania pasa. Wychowywałam się w latach 90 i doświadczałam prześladowania, hejtu, przemocy fizycznej i psychicznej, więc wcale lepiej nie było.
Usuńjestem rocznik 88, więc to wczesne wychowanie to u mnie lata 90, to czas szkoły. Z jednej strony mieliśmy dużo swobody, ale gdzieś z tyłu głowy było to, że dorosłym się nie przeszkadza. Czyli, że trzeba być grzecznym, posłusznym i uległym. Gdzie tam własne zdanie, emocje, a jakie to dziecko może mieć stresy i problemy? Mnie rodzice nie bili, ale wiedziałam jednocześnie, że moje zdanie się nie liczy. Bo najważniejsze jest to co myślą i co chcą rodzice.
OdpowiedzUsuńO, ciekawa i ciężka publikacja. Z jednej strony chciałabym przeczytać, z drugiej trochę się jej obawiam
OdpowiedzUsuńMnie również bardzo irytuje używanie zwrotu "bezstresowe wychowanie" w taki lekceważący sposób, szczególnie, że ja sama wychowałam się w atmosferze strachu i co z tego, że niby byłam dobrze wychowana, pani w szkole zawsze mówiła, że jestem najgrzeczniejszym dzieckiem, a ja po prostu bardzo się bała, że coś zrobię źle. Super, że powstają takie książki i obnażają prawdę o starym modelu wychowania, które zrobiło ogromną krzywdę wielu pokoleniom.
OdpowiedzUsuń