Tytuł: Zabawa w śmierć
Autor: Angela Marson
Wydawnictwo: Wielka Litera
Gatunek: kryminał
Liczba stron: 382
Premiera: 22.04.2026 r.
Komisarz Kim Stone wraz ze swoim zespołem zostaje wysłana na szkolenie na tzw. trupią farmę, gdzie grupa kompetentnych ludzi prowadzi badania nad ludzkim ciałem po śmierci w różnych warunkach. Niespodziewanie znajdują tam zwłoki kobiety, które nie należą do ośrodka. Ma ona ziemię w ustach i zmasakrowaną twarz. Wkrótce zostaje odnaleziona kolejna ofiara, która miała zginąć w ten sam sposób, lecz morderca został spłoszony. Okazuje się, że nie ma tu miejsca na przypadki, a początek morderczej układanki sięga dalekiej przeszłości.
Komisarz Kim Stone i jej partner Bryant, to jedna z moich ulubionych par literackich. Ona jest złośliwa, uparta, szczera do bólu, on sympatyczny, zabawny i doświadczony w rozróżnianiu jej nastrojów. Doskonale się uzupełniają. Mimo różnicy charakterów ich cel jest jeden, dopaść i ukarać mordercę, by pomścić jego ofiary.
Napięcie i mroczny klimat są tu mocno wyczuwalne od pierwszej strony. Czytając, czułam na sobie zimne dreszcze. Żal mi ofiar, których życie kończyło się w ten sposób. Choć w przeszłości dopuściły się okrutnego czynu, to nie zasłużyły na to, co je spotkało. Moje myśli nieustannie wędrowały do tego, co musiały czuć w ostatnich minutach życia, wiedząc, że śmierć będzie dla nich wybawieniem.
To moje drugie spotkanie z twórczością Angeli Marsons i tak, jak poprzednim razem się nie zawiodłam. Autorka umie tworzyć mocne kryminały z mocno wyczuwalnym akcentem psychologicznym. Było mi żal sprawcy, choć odebrał życie osobom powiązanym z jego przeszłością, to sam przeszedł piekło, a chciał po prosty być akceptowany przez innych.
Zabawa w śmierć to kryminał, który wciąga od pierwszych stron i nie pozwala odetchnąć aż do samego finału. Angela Marsons po raz kolejny udowadnia, że potrafi budować historię pełną napięcia, tajemnic i emocji, które długo pozostają z czytelnikiem po zamknięciu książki. To nie tylko opowieść o śledztwie i poszukiwaniu mordercy, ale również historia o traumie, odrzuceniu i konsekwencjach dawnych krzywd, które po latach wracają z ogromną siłą.
Autorka świetnie prowadzi fabułę - podsuwa tropy, miesza w głowie i sprawia, że do samego końca trudno przewidzieć rozwiązanie. Zakończenie jest mocne i skłania do refleksji, pokazując, jak cienka bywa granica między ofiarą a sprawcą.
To książka dla miłośników mrocznych, dobrze skonstruowanych kryminałów z wyraźnym tłem psychologicznym i bohaterami, do których chce się wracać. Dla mnie to kolejny dowód na to, że seria z Kim Stone trzyma bardzo wysoki poziom. Zdecydowanie polecam.
Post powstał przy współpracy z:

Zapamiętam to polecenie
OdpowiedzUsuńOstatnio rzadko sięgam po kryminały, jednak będę miała ten na uwadze ;)
OdpowiedzUsuńNie poznałam jeszcze serii z Kim Stone, ale widzę że warto to zmienić :)
OdpowiedzUsuńBrzmi bardzo ciekawie, ale na razie wolę sięgać po lżejsze historie.
OdpowiedzUsuńTrochę przerażający tytuł, ale myślę, że mógłby mi się spodobać 😊
OdpowiedzUsuńUwielbiam odczuwać takie napięcie podczas lektury. Czuję się mocno zachęcona.
OdpowiedzUsuńZaintrygował mnie ten fragment o traumie i dawnych krzywdach, a duet Stone i Bryant wydaje się świetnie nakreślony. Twoja recenzja przekonuje mnie, że w dobrym kryminale warto szukać takich emocji i drugiego dna.
OdpowiedzUsuńBardzo zachęciłaś i zapiszę na listę do przeczytania, ale dziś otrzymam najnowszą Jenny Blackhurst i Johna Marrsa, więc ten tytuł troszkę poczeka :)
OdpowiedzUsuńNiestety nie kojarzę poprzedniego tomu, ale z recenzji widzę, że muszę się zainteresować, bo na pewno tem bardzo pasuje do moich czytelniczych gustów ;)
OdpowiedzUsuńAle cudna filiżanka! Co do książki, też wygląda ciekawie.
OdpowiedzUsuńFajnie, że tak trzyma poziom :)
OdpowiedzUsuńWygląda ciekawie. Aż z ciekawości w wolnej chwili sobie sprawdzę ten tytuł :)
OdpowiedzUsuńZachęciłaś mnie. Poszukam tej książki w bibliotece
OdpowiedzUsuń