Tytuł: Życie za życie
Autor: Aneta Kisielewska
Wydawnictwo: Zysk i Sk-a
Gatunek: literatura obyczajowa
Liczba stron: 420
Premiera: 17.03.2026 r.
Trzy kobiety, które połączyło przeznaczenie. Diana jest pogodynką i influencerką. Lubi swoją pracę, ma poczucie własnej wartości, kocha pławić się w luksusach i być sławna. Jest kobietą sukcesu, która nie lubi, gdy ktoś próbuje jej mówić, jak ma żyć. Julia jest reporterką, która najbardziej na świecie, pragnie mieć dziecko, lecz niestety do tej pory nie było jej to dane. Kaja jest młodą dziewczyną, która wyrwała się ze wsi do miasta. Pech chciał, że poznała niewłaściwego mężczyznę, który zamiast miłości, daje jej tylko ból. Sytuacji nie poprawia pozytywny test ciążowy.
Czytałam „Widmo przeszłości” twórczości autorki i stwierdziłam wtedy, że mimo tego, że książka mi się nie podobała, dam jej jeszcze szansę. Tym razem było w mojej opinii nieco lepiej, ale w dalszym ciągu nie czuję się porwana. Miałam wrażenie, że tonę w morzu przemyśleń. Długie, niekończące się strony tekstu, które na spokojnie można by było ominąć. Sprawiały one, że się najzwyczajniej w świecie nudziłam. Dopiero w drugiej połowie poczułam się bardziej zaciekawiona, ale nie do tego stopnia, by zmienić zdanie.
Jest to literatura obyczajowa z nutą kryminału. Niestety intryga jest płytka i przewidywalna. Od razu na tacy otrzymujemy sprawcę zamieszania. Do tego płytkie dialogi, mało akcji, irytujący bohaterzy, których nie da się lubić. Jakbyśmy mieli do czynienia z przedszkolakami, a nie dorosłymi ludźmi. Stereotypowość oraz nierealny obraz rzeczywistości sprawiają, że jestem na nie.
Tym razem już nie jestem pewna, czy będę miała trzecie podejście do twórczości Anety Kisielewskiej, bo mam poczucie, że autorka i ja po prostu się mijamy gdzieś pomiędzy oczekiwaniami a sposobem prowadzenia historii.
Najbardziej zabrakło mi autentyczności, zarówno w relacjach między bohaterkami, jak i w ich wewnętrznych przeżyciach. Każda z kobiet ma potencjał na ciekawą, wielowymiarową postać, ale niestety żadna z nich nie została pogłębiona na tyle, bym mogła się z nią utożsamić lub chociaż jej kibicować. Ich decyzje często wydają się nielogiczne, a emocje zbyt płytkie, by wywołać jakiekolwiek większe poruszenie.
Nie mogę jednak powiedzieć, że książka nie ma żadnych zalet, styl autorki jest lekki i przystępny, co sprawia, że mimo wszystko czyta się ją dość szybko. Widać też próbę poruszenia ważnych tematów, takich jak przemoc w związku, pragnienie macierzyństwa czy presja społeczna, jednak ich realizacja pozostawiła we mnie niedosyt.
Post powstał przy współpracy z:


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Komentarze z adresami do Waszych blogów nie będą publikowane. Wiem jak do Was trafić i nie musicie wklejać linków (chyba że chcecie mnie zirytować).