Tytuł: Jeśli dziś sobota, to mamy morderstwo
Autor: Marta Matyszczak
Wydawnictwo: W.A.B.
Gatunek: komedia kryminalna
Liczba stron: 352
Premiera: 20.05.2026 r.
Czwórka młodych ludzi w ramach kary za drobne przestępstwa została skierowana do udziału w projekcie mającym na celu pomoc starszym ludziom będącym na turnusie rehabilitacyjnym w Sasinie. Na miejscu okazuje się, że z pobliskiej latarni Stilo spadła kobieta. Nie wiadomo, czy z tego łez padołu odeszła sama, czy ktoś jej pomógł. Śledztwo prowadzi znudzona życiem Gertruda Florek z Komendy Powiatowej Policji w Wejherowie, lecz przed szereg pchają się kuracjusze i przestępcy.
Mieszkam w okolicach Wejherowa, więc nie mogłam nie zwrócić uwagi na miejsca akcji, którymi są bardzo znane mi miejsca. Nie wiem jak Wy, ale mi zawsze miło się czyta wzmianki na temat okolic, w których żyję. Oczami wyobraźni znajdowałam się dokładnie tam, gdzie bohaterowie – na Kaszubach.
No, ale to by było na tyle, jeśli chodzi o mój zachwyt. Do komedii kryminalnych mam ambiwalentny stosunek. Kiedyś je lubiłam, ale z biegiem czasu, albo zmieniły mi się gusta, albo nie mogę trafić na taką, która by mnie rozbawiła lub porwała. „Jeśli dziś sobota, to mamy morderstwo” zapowiadała się w moich oczach dobrze. Grupa ludzi skazana w zasadzie niesłusznie za swoje występki, musi zająć się starszymi ludźmi, czyli według nich ma babrać się w ich fizjologicznych sprawach, tymczasem wplątali się w sprawę morderstwa, a śledztwo idzie im lepiej niż miejscowej policji. Pomysł może i nie wyjątkowy, czy niespotykany, ale ciekawy.
Niestety druga połowa zaczęła mnie nużyć. Mam wrażenie, że zwiększyła się ilość opisów, co było kompletnie nieproporcjonalne do ilości akcji. Dobrnęłam do końca w zasadzie tylko dzięki upartemu charakterowi i nucie ciekawości, jak historia się zakończy. Nie przekonało mnie ani to, jak potoczyła się intryga, ani jaki był jej finał. Krótki, szybki, nijaki.
Kreacja bohaterów bardzo stereotypowa. Mamy tu do czynienia przygłupim handlarzem narkotyków, inteligentnym nerdem z psem, zakręconą fryzjerką, sfrustrowaną pisarką, grupą starszych ludzi zachowujących się w specyficzny do swojego wieku sposób i policjantkę, której się nic nie chce i oczami wyobraźni jest już na emeryturze.
Miałam też problem z humorem, który jest przecież jednym z najważniejszych elementów komedii kryminalnej. Kilka sytuacji wywołało uśmiech, ale zabrakło mi momentów, które naprawdę by mnie rozbawiły. Odniosłam wrażenie, że autorka bardziej postawiła na lekką obyczajówkę z wątkiem kryminalnym, niż na pełnoprawną komedię kryminalną. Być może właśnie dlatego moje oczekiwania minęły się z tym, co znalazłam na kartach książki.
Nie mogę jednak powiedzieć, że był to całkowicie stracony czas. Dużym plusem okazały się kaszubskie realia i lokalny klimat, który dodawał historii autentyczności. Osoby znające te okolice z pewnością odnajdą tu dodatkową przyjemność z lektury. Niestety dla mnie sama zagadka kryminalna i bohaterowie nie byli na tyle interesujący, by zrekompensować rozwlekłe fragmenty i mało satysfakcjonujące zakończenie.
Myślę, że książka może przypaść do gustu czytelnikom, którzy szukają bardzo lekkiego kryminału bez dużego napięcia i nie oczekują szczególnie skomplikowanej intrygi. Ja jednak po zakończeniu lektury pozostałam z poczuciem niewykorzystanego potencjału. Pomysł był naprawdę niezły, ale wykonanie nie do końca mnie przekonało.
Post powstał przy współpracy z:


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Komentarze z adresami do Waszych blogów nie będą publikowane. Wiem jak do Was trafić i nie musicie wklejać linków (chyba że chcecie mnie zirytować).