Tytuł: Skwer krwawiącego serca
Autor: Elly Griffiths
Wydawnictwo: Albatros
Gatunek: kryminał/thriller
Liczba stron: 384
Premiera: 3.06.2026 r.
Na zjeździe absolwentów ekskluzywnego londyńskiego liceum umiera jeden z grupy przyjaciół, a jego śmierć od razu wydaje się podejrzana. Wszystko wskazuje na to, że to zdarzenie ma związek z tragicznym wypadkiem na torach, w wyniku którego przed laty zginął ich kolega. Sprawę prowadzi detektyw Harbinder, a jej podwładna jest w nie zamieszana.
Nuda. To już moje trzecie spotkanie z twórczością autorki i jestem przyzwyczajona do wolnej akcji i niepotrzebnych, nic niewnoszących dialogów oraz przemyśleń, ale o ile jeszcze w poprzednich tomach znalazłam jakieś pozytywy, tak w tym wypadku, jest mi ciężko napisać o czymś, co uznałabym za plus.
Czytając tę książkę, miałam wrażenie, że jest o niczym. Jedna śmierć w przeszłości, po dwudziestu latach kolejna, a prócz tego śledztwo, a właściwie stojąca w miejscu pani detektyw, która mota się między grupą nadętych bogaczy, zamieszanych w morderstwo swoich kolegów. Dobrnęłam do końca tylko dlatego, żeby w końcu dowiedzieć się, jak się to rozwiąże, aczkolwiek nie spędzało mi to snu z powiek. Za chwilę zapomnę o tej historii.
Narracja poprowadzona jest z perspektywy trzech kobiet, jedna z nich próbuje rozwiązać zagadkę, druga jest zamieszkana w sprawę, a trzecia jest połączeniem jednej i drugiej, gdyż jest policjantką, która należy do grona przyjaciół będących źródłem problemu. Co mogę powiedzieć o tych i pozostałych postaciach? Nic, są płytkie i nijakie. Mam wrażenie, że autorka nie miała zupełnie pomysłu na tę książkę, albo może miała, ale nie umiała jej przelać w ciekawy sposób na papier, a może to tylko ja miałam zbyt duże oczekiwania.
Mam również wrażenie, że autorka zbyt mocno skupiła się na odtwarzaniu wydarzeń sprzed lat, przez co współczesne śledztwo zeszło na dalszy plan. Zamiast narastającego napięcia otrzymałam powolne odsłanianie kolejnych faktów, które nie wywoływały we mnie większych emocji. Nawet momenty, które w założeniu miały być zaskakujące, nie zrobiły na mnie większego wrażenia, bo nie potrafiłam zaangażować się ani w losy bohaterów, ani w samą zagadkę.
Być może nie jest to zła książka, tylko po prostu nie była dla mnie. Myślę, że docenią ją osoby lubiące bardzo spokojne, klasyczne kryminały, w których najważniejsze są rozmowy i stopniowe odkrywanie tajemnic z przeszłości. Ja oczekuję od tego gatunku większych emocji, zwrotów akcji i poczucia, że z każdą stroną stawka rośnie. Tutaj tego zabrakło, dlatego po zamknięciu książki nie czułam satysfakcji.
Post powstał przy współpracy z:


Świetna, bardzo szczera i pomocna recenzja, bo pokazuje, jak kluczowe w kryminałach jest tempo i nasze własne oczekiwania wobec dynamiki śledztwa. To cenne, że mimo znużenia doczytałaś do końca, by dać książce pełną szansę, a Twoje podsumowanie na temat tego, komu ta powolna, klasyczna odmiana gatunku może się jednak spodobać, jest bardzo dojrzałe. Szkoda, że tym razem zabrakło napięcia i emocji, ale dzięki takiej opinii przynajmniej wiadomo, czego dokładnie się spodziewać.
OdpowiedzUsuń