Tytuł: Pierwsza żona
Autor: Sue Watson
Wydawnictwo: Filia
Gatunek: thriller
Liczba stron: 432
Premiera: 29.07.2026 r.
Sophie przeprowadziła się na Sycylię, gdzie bez pamięci zakochała się w starszym od siebie, przystojnym profesorze wulkanologii. Jej uwodzicielskie spojrzenia i przypadkowe spotkania skutkują, gdyż Emilio postanawia pójść z nią na randkę. Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie to, że mężczyzna ma piękną, bogatą żonę, z którą podobno ma się rozwieźć, lecz nie ma z nią kontaktu. Sprawa komplikuje się jeszcze bardziej, gdy Sophie dowiaduje się, że ma stalkera.
Ta książka powaliła mnie na łopatki i to bynajmniej nie z zachwytu. Miałam okazję czytać „Ty, ja, ona” autorki i byłam tą powieścią zachwycona, więc bez mrugnięcia okiem, sięgnęłam po „Pierwszą żonę” nie spodziewając się takiego rozczarowania. Nie wiem, co denerwowało mniej najbardziej, ponieważ tak naprawdę nie pasowało mi wszystko.
Główna bohaterka pracująca na uczelni jest kobietą po trzydziestce, a zachowuje się jak nastolatka z burzą hormonów. Totalnie traci głowę dla mężczyzny, którego nawet nie zna. Jest w stanie oddać mu swoje ciało, duszę i wszystko, o co poprosi, a racjonalne argumenty przyjaciółki traktuje, jak przejawy zazdrości z jej strony. Jest naiwna i zapatrzona w siebie, a jej zachowania są pozbawione sensu.
Pozostali bohaterowie nie wypadają lepiej. Emilio jest stereotypowy do granic możliwości. Musi być oczywiście tajemniczy, przystojny, wykształcony i bez skazy. Typ mężczyzny, na którego widok kobietom miękną nogi. Jest jeszcze jego pyskata szwagierka, która niczym zła siostra z kopciuszka zatruwa życie Sophie, jest Marian - pocieszna studentka po pięćdziesiątce, która emanuje energią ciotki klotki, do której człowiek ma się ochotę przytulić i wścibska przyjaciółka Abby, która osacza człowieka niczym bluszcz.
Fabuła jest nudna, rozwlekła i poza kilkoma sytuacjami, które jak się domyślam, miały podnieść napięcie, kompletnie nic się nie dzieje, poza naprzemiennym spijaniem sobie z dziobków i wątpliwościami ze strony głównej bohaterki. Hitem jest jednak zakończenie, które było tak niedorzeczne, że już bardziej nie dało się tego sknocić. Pomijając to, że szybko domyśliłam się, kto tam rozkłada karty, to jak odkryłam motyw, zaczęłam się śmiać. Absurd, po prostu absurd!
Nie nazwałabym tej książki thrillerem, dla mnie to był melodramat na poziomie nastolatków. Szkoda, bo sam pomysł miał potencjał. Egzotyczna Sycylia, tajemniczy profesor i wątek stalkera mogły stworzyć naprawdę wciągającą historię. Niestety, w moim odczuciu wszystko zostało podporządkowane romansowi, a napięcie, którego oczekuję od thrillera psychologicznego, praktycznie się nie pojawiło. Tym razem autorka zupełnie mnie do siebie nie przekonała. Mam nadzieję, że była to jedynie chwilowa wpadka, bo wiem, że potrafi pisać znacznie lepsze książki.
Post powstał przy współpracy z:


Brzmi ciekawie, jestem ciekawa, czy mnie spodobałaby się ta książka.
OdpowiedzUsuńSerio?
UsuńPamiętam, że kiedy zobaczyłam zapowiedź tej książki, bardzo mnie ona zachęciła, ale po Twojej recenzji chyba jednak sobie odpuszczę i poczekam na kolejną powieść autorki. Szkoda zmarnowanego potencjału Sycylii i wątku stalkera, bo zapowiadało się naprawdę dobrze.
OdpowiedzUsuń