Tytuł: Sekretna historia Audrey Jams
Autor: Heather Marshall
Wydawnictwo: Albatros
Gatunek: literatura historyczna/obyczajowa
Liczba stron: 480
Premiera: 12.08.2026 r.
Audrey wiedzie spokojne życie, marzy o tym, by zostać pianistką, ma przyjaciół… i w jednej sekundzie jej plany i marzenia pękają, jak bańka mydlana, zastąpione przez strach, smutek i żal. Tuż przed rozpoczęciem II wojny światowej wkroczy w obcy świat, w którym by walczyć o swoje wartości i bliskich ludzi, podejmie się śmiertelnego niebezpieczeństwa.
Siedemdziesiąt lat później Kate w wypadku samochodowym traci rodziców i popada w depresję. Nie układa jej się z mężem, z którym postanawia się rozstać. Gdy znajduje ogłoszenie o pracy w sprawie pomocy administracyjnej w pensjonacie znajdującym się dość daleko od jej aktualnego miejsca zamieszkania, postanawia zostawić wszystko za sobą i zacząć od nowa.
Ta książka jest trudna. Niełatwo czytać mi powieści, których akcja toczy się w czasie wojny, ponieważ wszyscy wiemy, co się wtedy działo. Jest też wzruszająca. Opisuje losy ludzi, którzy walczyli w ruchu oporu, przeciwstawiającemu się okupantom. Historia jest mocna, czasem piękna, czasem okrutna, ale to, co najważniejsze, jest warta uwagi.
Audrey mamy okazję poznać, jako młodą, odważną, waleczną kobietę, ale także jako staruszkę u schyłku życia, która wciąż walczy z przeciwnościami losu. Mimo że wydaje się zgryźliwa i niemiła, tak naprawdę jest złotą kobietą po przejściach, która od razu przygarnia Kate, której opowiada swoje historie sprzed kilkudziesięciu lat, dzięki czemu ma pewność, że jej życiorys nie przepadnie. Kiedy jej zabraknie, ktoś inny będzie mógł opowiadać jej losy. Kate natomiast, mimo że nie żyła w czasach wojny i jedynie może sobie wyobrażać, jak wyglądał wtedy świat, również ma na swoim koncie przeżycia, które wywołują u niej koszmary i nie pozwalają normalnie funkcjonować. Obie te kobiety mogą sobie nawzajem pomóc, tylko najpierw muszą przebić się przez swoje pancerze.
Akcja powieści toczy się naprzemiennie. Raz jesteśmy w Niemczech w latach 1938/39, a raz w Anglii w 2010 roku. Czas współczesny wydaje się ciepły, przytulny, zachęcający do tego, by usiąść przed rozpalonym kominkiem w miękkim fotelu wraz z czworonożnym przyjacielem i posłuchać historii snutej rzez staruszkę. Czas wojenny natomiast wywołuje przerażanie oraz gęsią skórkę. Jestem wdzięczna, że mogę żyć teraz, nie muszę się martwić o to, czy będę miała co jeść i czy nikt na mnie nienapadanie. Są jeszcze ludzie, którzy pamiętają te czasy, choć z roku na rok robi się ich coraz mniej. My jednak nie zapomnimy o tym, co napisała historia.
Na uwagę zasługuje również sposób, w jaki autorka stopniowo odkrywa kolejne elementy przeszłości Audrey, nie zdradzając wszystkiego od razu. Dzięki temu historia ma w sobie nutę tajemnicy i zachęca do dalszego czytania. To opowieść, która mimo trudnej tematyki pokazuje również siłę ludzkiej dobroci i to, że nawet po wielu latach można odnaleźć powód, by zacząć kolejny rozdział.
Post powstał przy współpracy z:


Powieści łączące trudną historię ze współczesnością mają w sobie niezwykłą siłę, bo pokazują, jak przeszłość nieustannie rezonuje w naszym dzisiejszym życiu. Pięknie ujęłaś ten kontrast między ciepłem pensjonatu a mrokiem wojennych lat – to właśnie w takich bezpiecznych przestrzeniach najłatwiej otworzyć serce na cudzy ból. Przenikanie się losów dwóch kobiet z tak różnych epok przypomina, że potrzeba zrozumienia, powrotu do równowagi i przebicia własnych pancerzy jest uniwersalna, niezależnie od czasów, w jakich przychodzi nam żyć. Twoja recenzja daje do myślenia i bardzo dojrzałe oddaje ciężar gatunkowy tej opowieści.
OdpowiedzUsuńLubię ten zabieg przemienności czasowej akcji. Myślę, że ta powieść mogłaby mnie wciągnąć.
OdpowiedzUsuńBardzo poruszająca recenzja — spokojna, uważna i bez udawania, że wojenne historie da się czytać „lekko”. Bo no, umówmy się: to nie jest książka do popijania herbatki z miną człowieka, który właśnie odkrył nowy smak ciastek. A jednak z Twojego opisu bije też ciepło i nadzieja.
OdpowiedzUsuńPięknie pokazałaś relację Audrey i Kate: dwie kobiety z całkiem różnych światów i czasów, a jednak obie noszące w sobie ciężar, którego nie widać na pierwszy rzut oka. To właśnie takie historie przypominają, że czasem największym ratunkiem jest czyjaś obecność, wysłuchanie i odrobina miejsca przy kominku — najlepiej oczywiście z czworonożnym towarzyszem, bo zwierzęta zawsze wiedzą, kiedy usiąść obok i nie zadawać głupich pytań.
Brzmi jak powieść wymagająca, ale bardzo potrzebna — taka, która zostaje z czytelnikiem na dłużej.
Lubię jak autorzy wiedzą jak budować napięcie i nie zdradzać wszystkiego od razu. Książka wydaje się warta przeczytania :)
OdpowiedzUsuńChętnie bym poznała tę historię, bo takie zagłębianie się w przeszłość, by zrozumieć teraźniejszość, to zawsze jest wciągające.
OdpowiedzUsuńNie sięgnę, ponieważ nie jestem fanką takich trudnych książek.
OdpowiedzUsuńBrzmi naprawdę ciekawie. Podoba mi się, że Kate uczy się życia od Audrey.
OdpowiedzUsuń