19 sie 2026

Mąż, którego zabiła - Mine Sakurai


 

Tytuł: Mąż, którego zabiła

Autor: Mine Sakurai

Wydawnictwo: Czwarta Strona

Gatunek: thriller

Liczba stron: 216

Premiera: 12.08.2026 r.

 


Mana wiedzie spokojne życie, pracuje w firmie odzieżowej i mieszka sama. Ma swoją rutynę, której się trzyma, lecz jednego dnia jej codzienność przewraca się niczym domek z kart. Przed namolnym współpracownikiem, który próbuje wejść do jej domu, ratuje ją jej mąż. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że zabiła go pięć lat temu. Tymczasem stoi on przed nią i twierdzi, że po wypadku stracił pamięć. Mówi prawdę, czy coś kombinuje?

Ta książka jest dla mnie dowodem na to, że nie powinno się sugerować ocenami na portalach czytelniczych, ponieważ nie ma ona ich wysokich, a zarówno mi, jak i mojej mamie bardzo się podobała. Czyta się ją szybko, ma tajemniczy klimat, a zakończenia nie sposób odgadnąć. Ja bardzo lubię psychologiczne thrillery, więc będę osobą, która postara się podnieść reputację tej pozycji.

Lepszej intrygi bym nie wymyśliła. Mina Sakurai przez całą powieść wodzi czytelnika za nos. Kiedy już myślałam, że znam odpowiedzi na wszystkie pytania, okazywało się, że jednak nie wiem nic. Mana jest sympatyczna, pomocna, ale też bardzo opanowana, jak na kogoś, kto ma za sobą zbrodnię, nawet jeśli jej mąż był tyranem. Kazuki coś na pewno ukrywa. Czy naprawdę jest jej zaginionym mężem? A może jest jego bratem bliźniakiem? Co, jeśli tylko się pod niego podszywa? Kobieta jest zbyt przestraszona, by zadać nurtujące ją pytania. Dlaczego jest też dla niej taki miły, skoro wcześniej znęcał się nad nią?

Do tej pory niezbyt często miałam okazję sięgać po japońską literaturę, ale po skończeniu „Męża, którego zabiła” mam ochotę przeczytać kolejną książkę autora z tego kraju i zacznę chyba właśnie od Miny Sakurai, gdyż słyszałam, że jest u siebie cenioną pisarką. Jestem zachwycona, w jaki sposób potrafi ona wszystko poskładać w całość, nie zapominając o żadnym detalu. Bohaterów jest mało, ale są nakreśleni idealnie. Dosłownie każdy tam skrywa tajemnice.

Akcja rozgrywa się powoli, nie znajdziecie tu spektakularnych pościgów, ani krwawych scen. Całość skupia się na życiu Many, na jej codzienności, pracy, a także wspomnieniach. Mamy okazję poznać jej obawy, przemyślenia oraz wątpliwości. Toczy ona grę w kotka i myszkę ze swoim odmienionym mężem, ale żadne z nich nie chce ujawnić swoich kart. Trzeba poczekać, aż to nastąpi, lecz zapewniam, że warto.

To jedna z tych historii, w których najlepiej nie próbować na siłę przewidywać kolejnych wydarzeń, tylko pozwolić autorce prowadzić się przez kolejne strony. Podobało mi się również to, że powieść nie epatuje przemocą, a mimo to potrafi wywołać niepokój. „Mąż, którego zabiła” okazał się dla mnie bardzo pozytywnym zaskoczeniem i z pewnością będę wypatrywać kolejnych książek Miny Sakurai.


Post powstał przy współpracy z:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze z adresami do Waszych blogów nie będą publikowane. Wiem jak do Was trafić i nie musicie wklejać linków (chyba że chcecie mnie zirytować).