Tytuł: Mora
Autor: Ewa Przydryga
Wydawnictwo: Filia
Gatunek: thriller
Liczba stron: 384
Premiera: 23.09.2026 r.
Ośmioletnia Lola, ukryta na tylnym siedzeniu samochodu jest świadkiem dramatycznego wydarzenia. Nie spodziewa się, że niewinne podglądanie brata i jego dziewczyny, skończy się tak tragicznie. Dwadzieścia lat później z wody zostaje wyłowione ciało… to Emi – dziewczyna, która przeżyła noc w 2005 roku. Okazuje się, że ani ona, ani Aleks nie zginęli przypadkiem, lecz byli ofiarami zabawy grupy znajomych. Lola wraz ze swoją bratanicą i bratem Emi toczy swoje prywatne śledztwo.
Twórczość Ewy Przydrygi poznałam przy okazji lektury „Topielisk”, „Murszu” i „Nienarodzonej”. Choć minęło już trochę czasu, to pamiętam, że byłam nimi zachwycona. Tym razem mam jednak mieszane uczucia. Gdybym czytała „Morę”, nie znając autora, to w życiu bym nie wpadła na to, że napisała ją ta sama pisarka, co wymienione wyżej przeze mnie książki. Mam wrażenie, że diametralnie zmieniła ona swój styl.
Podczas czytania byłam trochę zagubiona, próbowałam się odnaleźć w tej historii, ale nie było mi łatwo. Przez połowę książki zastanawiałam się, co się właściwie stało i kiedy. W niektórych momentach odbiegałam myślami gdzieś daleko i ciężko mi było je utrzymać przy powieści. Jeśli miałabym użyć jednego słowa do opisania tej książki, to byłoby nim „chaos”.
Historię poznajemy z dwóch płaszczyzn czasowych: tej z 2005 roku i z czasów obecnych. Nie poczułam z żadnym z bohaterów więzi, byli mi zupełnie obojętni, ale przeczytałam tę książkę do końca, ponieważ byłam ciekawa zakończenia tej zakręconej opowieści. Szczerze powiedziawszy, nie zostanie ona w mojej pamięci na długo. Tak jak odbiegałam od niej myślami, tak też cieszę się, że mam ją już za sobą.
Ostatecznie „Mora” okazała się dla mnie książką, przy której bardziej czekałam na rozwiązanie zagadki, niż rzeczywiście przeżywałam przedstawioną historię. Były momenty, które potrafiły wzbudzić moje zainteresowanie, ale zabrakło mi czegoś, co sprawiłoby, że po jej zamknięciu chciałabym jeszcze przez chwilę zostać w jej świecie. Nie żałuję, że dałam jej szansę, bo zawsze jestem ciekawa, w jaką stronę pójdzie autor, którego wcześniejsze książki przypadły mi do gustu. Tym razem jednak nasze spotkanie nie należało do najbardziej udanych i raczej szybko zapomnę o tej historii.
Post powstał przy współpracy z:


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Komentarze z adresami do Waszych blogów nie będą publikowane. Wiem jak do Was trafić i nie musicie wklejać linków (chyba że chcecie mnie zirytować).