Tytuł: Dom w międzyczasie
Autor: Ewa Głowacka
Wydawnictwo: Wilga
Gatunek: fantasy
Liczba stron: 384
Premiera: 23.09.2026r.
Eleonora cierpi po stracie przyjaciela. Nie może się pogodzić z tym, że cały czas był, a w jednej chwili zniknął. Czuje się bardzo samotna. Wędrując po lesie, trafia do tajemniczego domu, w którym poznaje dziwnego mężczyznę oraz starego kota, który potrafi mówić. Rozpaczliwie chce odnaleźć w tym miejscu zawieszonym w międzyczasie Samuela. Będzie musiała odbyć podróż w głąb siebie.
Uczucie pustki i żal po stracie bliskiej osoby wypełniają każdą cząstkę naszego ciała i umysłu. Rozpaczliwie chcemy cofnąć czas, zrobić coś, by ją odzyskać, czujemy smutek, złość, żal, niedowierzanie, bezradność… i w głębi serca wiemy, że nie możemy zrobić nic, prócz próby pogodzenia się i nauki życia bez tego kogoś. Czas jest nieubłagany, nie da się go cofnąć, ani powtórzyć żadnego zdarzenia, nie da się go też przyspieszyć. Wszystkim nam płynie on w jednym tempie, choć jedni mają go więcej, inni mniej… A gdybyśmy mogli, tak jak Eleonora wylądować w miejscu, w którym czas nie płynie?
„Dom w międzyczasie”, to pozycja przeznaczona dla młodzieży, ale myślę, że dorośli czytelnicy również znajdą w niej coś dla siebie. Choć na co dzień nie czytam książek fantasy ani science fiction, to tę przygodę uważam za udaną. Historia jest mocno filozoficzna i daje do myślenia.
Najbardziej podobał mi się klimat tej powieści. Jest baśniowy, nieco mityczny, oderwany od rzeczywistości. To podróż do wspomnień oraz rozkładanie uczuć na czynniki pierwsze. Całość określiłabym jako metaforyczną. To, co mnie nieco irytowało, to zachowanie Edgara. W jednej chwili był przyjazny, a w drugiej okrutny. Nigdy nie wiadomo, na którą jego twarz się trafi niczym w chorobie afektywnej dwubiegunowej. Eleonora zaś zachowywała się dziecinnie, nie tylko po śmierdzi Samuela. Nie rozumiem, jak można zamiast na kurs u znanego malarza pojechać z przyjacielem na wakacje, zamykając sobie tym samym furtkę do nowych możliwości. Jej miłość była przytłaczająca.
Zabrakło mi w tej historii nieco większej głębi w kreacji bohaterki i lepszego zrozumienia jej decyzji. Rozumiem, że żałoba potrafi odebrać człowiekowi zdolność racjonalnego myślenia, jednak momentami trudno było mi utożsamić się z Eleonorą. Jej uczucie do Samuela wydawało mi się bardziej przywiązaniem i lękiem przed samotnością niż dojrzałą miłością. Być może właśnie taki był zamysł autorki – pokazanie, jak bardzo potrafimy zatracić się w drugim człowieku i jak trudno odnaleźć własną tożsamość, gdy nagle go zabraknie.
Mimo tych zastrzeżeń uważam, że „Dom w międzyczasie” to książka warta uwagi. Nie jest to typowa fantastyczna opowieść, w której najważniejsza jest akcja i kolejne niezwykłe wydarzenia. Tutaj fantastyka staje się narzędziem do opowiedzenia o sprawach bardzo realnych: stracie, samotności, pamięci i próbie pogodzenia się z przeszłością. Tajemniczy dom można odczytać jako przestrzeń zawieszoną między tym, co było, a tym, co dopiero może nadejść – miejsce, w którym trzeba zmierzyć się z własnymi emocjami, zanim będzie można ruszyć dalej.
Post powstał przy współpracy z:



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Komentarze z adresami do Waszych blogów nie będą publikowane. Wiem jak do Was trafić i nie musicie wklejać linków (chyba że chcecie mnie zirytować).