Tytuł: Niech się dzieje magia
Autor: Natalia Sońska
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Gatunek: literatura obyczajowa/świąteczna
Liczba stron: 464
Premiera: 14.10.2026 r.
Ula jest nauczycielką z powołania, dzieci ją lubią. Jest bardzo zaangażowana w swoją pracę, dlatego, gdy dowiaduje się, że ze względu na remont sali gimnastycznej, nie będzie mogła zorganizować jasełek, gotowa jest potrząsnąć niebem i ziemią, byleby jej plan wypalił, zwłaszcza że w grę wchodzi również zbiórka na cele charytatywne. Wiktor jest biznesmenem, który jest ojcem jednej z dziewczynek, które mają brać udział w przedstawieniu. Między tym dwojgiem bohaterów od początku widać chemię.
Książki świąteczne żądzą się swoimi prawami, więc nie przeszkadza mi ich przewidywalny charakter, nieco przesłodzona i lekko ckliwa historia oraz czasem wręcz niedorzeczne zachowanie postaci. Mam wrażenie, że wraz z coraz krótszymi dniami, sama zmieniam się w inną czytelniczkę. Jestem wtedy molem potrzebującym koca, ciepłej herbaty oraz lekkiej, przyprószonej śniegiem opowieści, pachnącej cynamonem i goździkami.
„Niech się dzieje magia” jest właśnie tym, czego mi teraz było potrzeba. Jest przepełniona emocjami i otula serce niczym puchowa kołdra. Ula jest samotną osobą, która prócz roztrzepanej przyjaciółki oraz zimnej matki, nie ma nikogo. Wiktor natomiast ma córkę, ale stracił partnerkę, prócz przyjaciela i niedoszłej teściowej, która mu pomaga, jest sam. Tych dwoje aż się prosi o to, by ich los się połączył. Czy tak będzie? Przekonajcie się sami. Na pewno nie będą mieli łatwo.
Dodatkowym atutem jest szkolne tło wydarzeń, które nadaje tej historii nieco inny charakter niż typowym świątecznym romansom. Przygotowania do jasełek pokazują, ile zaangażowania i dobrej woli potrzeba, by połączyć ludzi wokół wspólnego celu. Podobało mi się również, że w opowieści znalazło się miejsce na dziecięcą radość i bezinteresowną pomoc, dzięki czemu świąteczny klimat nie opiera się wyłącznie na miłosnych perypetiach dorosłych.
Ta książka na pewno nie jest pozycją, którą będę wspominać przez lata, jej historia mnie nie porwała do tego stopnia, by nazwać ją ulubioną, ale tak, jak napisałam na początku, o tej porze roku traktuję świąteczne powieści z przymrużeniem oka i pozwalam im być, takimi, jakie są, nawet jeśli wiąże się to z lekkim przesłodzeniem.
Twórczość Natalii Sońskiej znam już od dawna i jak kiedyś powiedziałam jej kategoryczne nie, tak po latach znów dałam jej szansę i nie żałuję na tego. Całe szczęście w ostatnim czasie jej książki nie są już tak ckliwe i irytujące, jak „Seria Zakopiańska”, której nie mogłam zdzierżyć. Także „Niech się dzieje magia” polecam, ale tylko w okresie jesienno-zimowym.
Post powstał przy współpracy z:


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Komentarze z adresami do Waszych blogów nie będą publikowane. Wiem jak do Was trafić i nie musicie wklejać linków (chyba że chcecie mnie zirytować).