Tytuł: Peety. Pies, który uratował mi życie
Autor: Eric O'Grey
Wydawnictwo: Kobiece
Gatunek: literatura faktu
Liczba stron: 384
Premiera: 10.07.2019 r.
ErEric O’Grey znalazł się w martwym punkcie swego życia, miał sześćdziesiąt kilo nadwagi, był samotny i stracił całkowity sens swego istnienia. Popadł w depresję oraz choroby wywołane przez znaczną otyłość. Nadprogramowe kilogramy utrudniały mu życie oraz sprawiały ból, niestety wszystkie jego diety kończyły się fiaskiem. Pewnego dnia trafił do naturopaty, który zalecił mu przygarnięcie ze schroniska psa. Od tamtej pory jego życie zmieniło się diametralnie.
Peety – pies w średnim wieku, z łuszczycą, nadwagą, samotny i nieszczęśliwy, tak jak i Eric potrzebował pomocy. Nawzajem uratowali sobie życie, dosłownie. Egzystencja mężczyzny nabrała sensu, kiedy u swego boku miał nieodłącznego kompana. Zaczęło się od krótkich spacerów i nieudolnych prób samodzielnego gotowania, ale z czasem było lepiej i lepiej.
Ostrzegam, że ta książka jest wzruszająca, a tym bardziej chwyta za serce, że jest na faktach. Niesamowite, że ta historia jest prawdziwa. Podziwiam Erica za jego determinację, upór w dążeniu do celu oraz poświęcenie. W piękny sposób opisuje swoją więź z Peetym. Z każdej strony tej pozycji bije autentyczna miłość. Czytając, z całych sił im kibicowałam. Miałam nadzieję, że mężczyzna będzie wreszcie szczęśliwy. Czy tak się stało? Musicie koniecznie przekonać się sami!
Po raz kolejny w moje ręce wpadła książka, która pokazuje, jak ogromną rolę w naszym życiu odgrywają zwierzęta. Ja co prawda nie mam psa, ale mam kota, bez którego nie wyobrażam sobie już życia. Kiedy ostatnio wyjeżdżałam i musiałam zostawić go u moich rodziców, myślałam, że pęknie mi serce. Wiedziałam, że będzie miał dobrą opiekę, ale strasznie za nim tęskniłam, więc jestem w stanie wyobrazić sobie, co czół Eric, kiedy u swego boku nie miał Peetiego. Biorąc pod swój dach żywe stworzenie, bierzemy za niego odpowiedzialność. Szanuję ludzi, którzy dają drugie życie czworonogom ze schroniska, to piękny, odpowiedzialny i niekiedy trudny krok.
Ta książka zdecydowanie spodoba się fanom powieści na faktach, miłośnikom psów oraz wrażliwym duszom, które wzruszają takie historie. Jestem pewna, że ”Peety. Pies, który uratował mi życie” Wam się podoba. Głównych bohaterów nie da się nie lubić. Szczerze powiedziawszy, chciałabym, by po świecie chodziło więcej takich osób jak Eric. Może borykacie się z podobnymi problemami, jak on, a ta pozycja pomoże Wam podjąć ważny krok? Polecam!
Peety – pies w średnim wieku, z łuszczycą, nadwagą, samotny i nieszczęśliwy, tak jak i Eric potrzebował pomocy. Nawzajem uratowali sobie życie, dosłownie. Egzystencja mężczyzny nabrała sensu, kiedy u swego boku miał nieodłącznego kompana. Zaczęło się od krótkich spacerów i nieudolnych prób samodzielnego gotowania, ale z czasem było lepiej i lepiej.
Ostrzegam, że ta książka jest wzruszająca, a tym bardziej chwyta za serce, że jest na faktach. Niesamowite, że ta historia jest prawdziwa. Podziwiam Erica za jego determinację, upór w dążeniu do celu oraz poświęcenie. W piękny sposób opisuje swoją więź z Peetym. Z każdej strony tej pozycji bije autentyczna miłość. Czytając, z całych sił im kibicowałam. Miałam nadzieję, że mężczyzna będzie wreszcie szczęśliwy. Czy tak się stało? Musicie koniecznie przekonać się sami!
Po raz kolejny w moje ręce wpadła książka, która pokazuje, jak ogromną rolę w naszym życiu odgrywają zwierzęta. Ja co prawda nie mam psa, ale mam kota, bez którego nie wyobrażam sobie już życia. Kiedy ostatnio wyjeżdżałam i musiałam zostawić go u moich rodziców, myślałam, że pęknie mi serce. Wiedziałam, że będzie miał dobrą opiekę, ale strasznie za nim tęskniłam, więc jestem w stanie wyobrazić sobie, co czół Eric, kiedy u swego boku nie miał Peetiego. Biorąc pod swój dach żywe stworzenie, bierzemy za niego odpowiedzialność. Szanuję ludzi, którzy dają drugie życie czworonogom ze schroniska, to piękny, odpowiedzialny i niekiedy trudny krok.
Ta książka zdecydowanie spodoba się fanom powieści na faktach, miłośnikom psów oraz wrażliwym duszom, które wzruszają takie historie. Jestem pewna, że ”Peety. Pies, który uratował mi życie” Wam się podoba. Głównych bohaterów nie da się nie lubić. Szczerze powiedziawszy, chciałabym, by po świecie chodziło więcej takich osób jak Eric. Może borykacie się z podobnymi problemami, jak on, a ta pozycja pomoże Wam podjąć ważny krok? Polecam!
Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję:
Jestem wrażliwa, więc taka wzruszająca propozycja na pewno by mi się spodobała, tylko musiałabym się zaopatrzyć w paczkę chusteczek. Zwierzaki są super ;)
OdpowiedzUsuńUwielbiam wzruszające historie!
OdpowiedzUsuńJestem przekonana, że ta książka poruszyła by mnie do łez. Na pewno będę ją chciała przeczytać. 😊
OdpowiedzUsuńChętnie zajrzę - kocham zwierzęta <3
OdpowiedzUsuńPrzypomniała mi się książka "Kot Bob i ja" oparta na faktach. Tak zwierzęta potrafią zmienić życie. Mój kocurek tez wiele rzeczy we mnie zmienił a pies, chyba zmienia jeszcze więcej niż kot :). Kocham wzruszające historie o zwierzętach i chętnie przeczytam :)
OdpowiedzUsuńCzytałam, ale ta historia podobała mi się bardziej :)
UsuńNie jestem fanką prawdziwych historii, świadomość realizmu bardzo mnie przytłacza. Małe szanse, że się skusze.
OdpowiedzUsuńJako miłośniczka psów, muszę przeczytać tę książkę. Koniecznie.
OdpowiedzUsuńSkoro książka jest wzruszająca to znaczy, że bez pudełka chusteczek nie mam się co do niej zabierać ;) znów sprawiłaś, że zatęskniłam za swoimi pieskami, których od dawna już nie ma wśród nas...a doskonale wiem, jak niezwykła więź tworzy się między psiakiem wziętym ze schroniska a jego właścicielami :)
OdpowiedzUsuńDobrze piszesz
OdpowiedzUsuńMam słabość do takich książek. Chętnie przeczytam :)
OdpowiedzUsuńBardzo chętnie się na nią skuszę w wolnej chwili :)
OdpowiedzUsuńojej jakie to wzruszające... mimo że nie lubię tego typu lektur to aż mam ochotę to czytnąć
OdpowiedzUsuńChociaż znam psy, które gryzły niewinne dzieci. To mam nadzieję, że istnieją też psy dobre.
OdpowiedzUsuńA Ty znowu. Mnie też pies ugryzł, jak byłam dzieckiem, też mam niemiłe wspomnienia, ale to jest książka o psie, który ratował, a nie mordował. Jak zrecenzuję "Psa, który jeździł koleją", to też się odniesiesz do tego? :p
UsuńMożliwe, chociaż lubiłam tą lekturę :P wówczas jeszcze mnie tak nie przerażały psy... Później dopiero zaczęły, bo coraz częściej zaczynają kaleczyć.
UsuńEee nieprawda.
UsuńLubię książki o zwierzętach, ale lubię też książki oparte na faktach. Takie połączenie 2w1 jest dla mnie. :D
OdpowiedzUsuńO matko, już wiem,ze bym płakała czytając tę książkę - chętnie jednak przeczytam jak wpadnie mi w łapki :-)
OdpowiedzUsuńZachęciłaś mnie, i to bardzo ;)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam!
Ja się za bardzo wzruszam przy takich historiach i ostatnio staram się je omijać i wybierać jakieś lekkie kryminały.
OdpowiedzUsuńOjej, lubię książki tego typu, jeśli wpadnie mi w ręce to na pewno przeczytam. Pamiętam, że jakiś czas temu czytałam coś podobnego - o kobiecie, która przygarnęła niewidomego kota. Ile ja się nad tym napłakałam :D
OdpowiedzUsuń