Tytuł: Pamiętnik mojej siostry
Autor: Loreth Anne White
Wydawnictwo: Mando
Gatunek: thriller/kryminał
Liczba stron: 432
Premiera: 15.10.2025 r.
Dwóch budowlańców przypadkowo odnajduje pod kapliczką ludzkie szczątki. Wszystko wskazuje na to, że mogą należeć do nastoletniej Annalise Jensen, która zaginęła w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Sprawą zajmuje się Jane Munro, która będąc w ciąży z zaginionym narzeczonym, rozpaczliwie potrzebuje zająć czymś umysł. Na wieść o tym, że sprawa sprzed lat wychodzi na światło dzienne, szóstka dawnych przyjaciół czuje strach. Czterdzieści siedem lat temu łożyli przysięgę, a teraz prawda może ujrzeć światło dzienne.
Czuję się zawiedziona. Zbyt pochopnie uznałam, że po rewelacyjnym „Dzienniku pokojówki”, mogę liczyć na coś równie zachwycającego. Niestety „Pamiętnik mojej siostry” okazał się dla mnie słaby. Długo się rozkręcał, był nieco chaotyczny. Nie mogłam wkręcić się w tę historię. Z czasem było nieco lepiej, ale w dalszym ciągu „bez fajerwerków”. Czytałam tylko dlatego, by poznać rozwiązanie zagadki, które okazało się mocne, zaskakujące i takie, którego nie byłabym w stanie przewidzieć. Czułam się nim usatysfakcjonowana, aczkolwiek to nieco za mało, by dać tej pozycji wyższą ocenę.
W książce występuje dużo postaci. Zajęło mi trochę czasu, zanim zaczęłam ogarniać, kto jest kim. Poznajemy perspektywę całej szóstki, która znała Annalise, detektyw prowadzącej śledztwo, wścibskiej dziennikarki, a także kilku pobocznych osób, które mogły być zamieszane w zdarzenia sprzed prawie pięćdziesięciu lat. Te ciągłe skoki narracji tylko podkreślały w mojej ocenie chaos panujący w całej historii.
Zabrakło mi więcej pamiętnika, który odgrywa tytułową rolę. Jego fragmenty pojawiają się zaledwie ze trzy razy i o ile rozumiem, dlaczego jego ostatnie strony są trzymane na sam koniec, o tyle wydaje mi się, że ciekawszym zabiegiem byłoby, gdyby czytelnicy otrzymali co jakiś czas jego urywek. To na pewno podsyciłoby ciekawość, a tak niby jest, ale nie odgrywa tu ważnej roli.
Może gdyby ta historia była krótsza, bardziej poukładana, bardziej dynamiczna, to podobałaby mi się bardziej. Tymczasem uważam, że nie jest zła, ale nie powaliła mnie na kolana. Umieściłabym ją raczej na środkowej półce.
Podsumowując, „Pamiętnik mojej siostry” Loreth Anne White to solidny thriller z mocnym zakończeniem, ale zabrakło mu spójności i tempa, które przyciągnęłyby mnie od pierwszych stron. Zbyt wielu bohaterów, przeskoki narracyjne i niewykorzystany potencjał tytułowego pamiętnika sprawiły, że trudno było się w tę historię w pełni zaangażować. Mimo to finał wynagradza cierpliwość czytelnika. To dobra, choć nierówna pozycja, bardziej dla fanów powolnie rozwijających się tajemnic niż dynamicznych thrillerów.
Post powstał przy współpracy z:



Mam w planach lekturę tej książki. Jestem ciekawa, jak ją odbiorę.
OdpowiedzUsuńMam tę książkę, ale jeszcze jej nie czytałam. Może w grudniu uda mi się do niej zajrzeć.
OdpowiedzUsuńSzkoda, że czujesz się zawiedziona, bo zajawka fabuły jest intrygująca.
OdpowiedzUsuńMyślałam, że to mocny thriller, póki co nie planuję go czytać
OdpowiedzUsuńLubię i thrillery dynamiczne i takie z wolną akcją. Ważne, że zakończenie wyrywa z bamboszy :)
OdpowiedzUsuńJa raczej wolę bardziej dynamiczne thrillery, więc chyba to nie propozycja dla mnie.
OdpowiedzUsuńJa już dawno nie zawiodłam się na żadnej książce. Ostatnio trafiają mi się same dobre na szczęście. Zazwyczaj zostawiam książkę jeśli początek mi nie podchodzi choć nie lubię tego robić. Ten tytuł wydaje mi się ciekawy.
OdpowiedzUsuńlubię thilery ale takie właśnie z dobrym temptem i smakowicie rozwijającą się akcją
OdpowiedzUsuńSzkoda, że książka nie przypadła Ci do gustu
OdpowiedzUsuń